Kiedy powstał zespół Wishbone Ash miałem 9 lat

Kiedy powstał zespół Wishbone Ash miałem 9 lat. Z oczywistych względów ten muzyczny czas był mi zupełnie nieznany i obojętny. Poza trzepakiem, który służył jako bramka do kopanej, czy miejscem dziecięcych zabaw nie było nic. Co prawda miałem swoje domowe lokum na czwartym piętrze, gdzie się wpadało, by coś zjeść i spędzić noc w rodzinnym gronie, ale nie było czegokolwiek, co choć na chwilę zajęło by moją uwagę. Byłem dzieckiem ulicy i tutaj docierały do mnie pierwsze dźwięki i pierwsze muzyczne komentarze. Tak dorastałem w zupełnej nieświadomości, że gdzieś po drugiej stronie świata rodzi się nowy nurt muzyczny określany jako rock, potem hart rock a w przypadku Powela i Tunerów (założycieli zespołu) progresywny rock. Kiedyś kolega z osiedla zaprosił mnie na pokaz nowego sprzętu, który rozbrzmiewał już jakiś czas na ulicy i było to zdarzenie dla mnie wyjątkowe. Moim oczom ukazała się wisząca na ścianie Dama Pik (jeden z pierwszych w PRL magnetofonów), z głośników której poleciał Time Pink Floyd. Marzyłem, by mieć taki sprzęt i by móc tak kiedyś zagrać, jak M. Tuner, D. Gilmoore, J.Page. To niesamowite doznanie powraca wielokroć, gdy słyszę takie utwory jak Persefona, Sometime World, czy Everybody Neets a Freund. Zakochałem się w solowych dźwiękach gitary. Marzyłem o kaseciaku i gitarze. W czasach głębokiej komuny taki sprzęt, czy gitara pozostawała jedynie w sferze marzeń. Dorastałem a wraz z tym moja wiedza o dokonaniach muzycznych, które mogłem już odbierać choćby za pośrednictwem Radia Luksemburg, potem Rozgłośni Harcerskiej, czy Trójki. Będąc już studentem miałem za sobą ogromny bagaż muzycznych doświadczeń, które w dużym stopniu ukształtował Piotr Kaczkowski. „Między nocą a dniem” w myślach grałem i tworzyłem swoje własne interpretacje. Nadszedł czas zakupu pierwszego kaseciaka i gitary. Choć komuna nas nie rozpieszczała można było pracując i studiując przeżyć. Powoli spełniało się moje marzenie a z pierwszymi szarpnięciami na własnej gitarze odkrywałem i poznawałem Wishbone Ash. W latach 1970-90 pojawiło się wielu gitarzystów, których solowe wykonania stanowią dziś kanon muzyki tych czasów. Wiele z nich można znaleźć w popularnych audycjach prezentujących Top Wszechczasów. Niestety nie ma tam solówek Wishbone Ash. Szkoda, bo obok ciężkiego brzmienia gitar wiele jest tam nastrojowych ballad, które rozbrzmiewają z niezwykłym stylu wolniutko i delikatnie poruszając wszystkie nasze zmysły. Ten szczególny sposób prezentowania gitarowego riffu, bez szarpania, nadużywania elektronicznych kaczek jest wspaniałym przykładem, jak łączyć muzykę z tym, co nas otacza. Słychać tam wspaniałe brzmienie dwóch gitar prowadzących, które prowadzą ze sobą muzyczną rozmowę. Cichutko i delikatnie dotykając naszych uczuć i wrażeń. Dziś, gdy sam mogę ten nastrój tworzyć posuwając palcami po strunach łatwiej przychodzi mi ocenić wartość muzyczną zespołu. Spełniło się moje marzenie. Zobaczyłem i posłuchałem na żywo podczas koncertu moją ulubioną kapelę i choć sprawność manualna Powela już nie ta, nadal tworzy coś wyjątkowego. Ta wyjątkowość brzmi w moich uszach i niech tak zostanie na wieki…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Moja rodzina, Muzyka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Captcha loading...